poniedziałek, 6 maja 2013

273.

 „Chcę biec, lecieć, bić skrzydłami tak mocno, aby nie słyszeć niczego poza łomotem własnego serca.”




jajecznica z mozzarellą, suszonymi pomidorami, szczypiorkiem(+bazylia, sól, pieprz) pomidorki koktajlowe, drożdżowy paluch pełnoziarnisty z ziołami*

*pół na pół z mąką pszenną, niestety się nie załapał na zdjęcie, potem go przekroiłam i opiekłam, niniejszym stwierdzam, że te czysto pszenne są lepsze, a może to winna tego, że tego jadłam dzień po tym jak go zrobiłam, a tamte świeże nie wiem.




Wolę jednak śniadania na słodko, tymi jakoś się nie najadam.. :P
 Przełamuję jakieś bariery i jem wieczorem z przyjaciółmi mc'flurry magnum gold(swoją drogą akurat te mi nie posmakowały) z okazji urodzin przyjaciółki, w między czasie wpadam na tort (który sama upiekłam, zdjęciami pochwalę się przy okazji większej ilości czasu) z okazji urodzin brata. Siłuję się ze śmiechem z młodszą siostrą próbując założyć jednocześnie buta i wybiegam z domu ze śmiechem. Śpiewając na cały głos. Tan głosik jest i krzyczy. Każe zawrócić, ale ja nie chcę. Nie mogę. Chce żyć.

Dostałam wczoraj zakwas od koleżanki mamy, domowy chlebek? 

Pozdrawiam osobę która ostatnio trafiła na mojego bloga wpisując w wyszukiwarkę hasło pod tytułem "naleśniki z sałatą". Idealne zakończenie wczorajszego dnia.

Jest fajnie tylko gdzie słońce?

Macie jakieś dobre przepisy na wykorzystanie suszonych pomidorów?

Ps. Trzymam kciuki za wszystkich maturzystów, będzie dobrze :) 

272.

„Nie, piekło nie ma nic wspólnego z miejscem- piekło wiąże się z ludźmi. Może to ludzie są piekłem.”

pieczona kasza jaglana z jabłkiem(starte na dnie i kilka plasterków na wierzchu) i suszonymi daktylami


Słońce, szkoda tylko, że trzeba do szkoły.

niedziela, 5 maja 2013

271.

pieczona kokosowo-migdałowa owsianka z sosem truskawkowym z kawałkami truskawek

To było cudowne <3
Słońce, śniadanie na tarasie, a w tle MTV Rock.
Więcej takich poranków.

Dziś jadę z mamą do Warszawy pochodzić po sklepach, mama chce sobie coś kupić, bo nie ma zbytnio już ciuchów, może i ja się o coś wzbogacę :D

Problem z psychologiem jest taki, że na jednej wizycie się nie skończy. A nie wiem czy nas na to teraz stać.

sobota, 4 maja 2013

270.

„Ten, kto skacze do nieba, może upaść, to prawda. Ale może też poszybować w górę.” 
 
Leniwe z patelni z sosem truskawkowym i cynamonem

inspiracja
Przypomina mi to w smaku serniczki.
Nie wyglądają, ale smakują :P

Pojechałam do rodziny. Nie mogłam zostać sama w domu. Nie chciałam. Nie dałabym rady ze swoimi myślami.


Powiedziałam to mamie. Pierwszy raz od kiedy to się zaczęło powiedziałam jej, to co myślę, co się dzieje w mojej głowie, że to cały czas jest. Łzy i twarz wtulona w jej ramie. Tyle razy chciałam powiedzieć prawdę, ale się bałam, nie umiałam, myślałam, że dam radę, żyłam w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.
Prawie 1,5roku i dopiero teraz odważyłam się poprosić o pomoc. Bo te myśli wracają, a ja nie chce się cofnąć, nie teraz. Mama powiedziała, że moja siostra cioteczna(jest psychologiem, tylko, że w innej specjalizacji) zna kogoś kto tym się zajmuje, że będzie trzeba mnie zapisać dopóki to się ni rozwinęło. To już dawno trwa. To śmieszne, ale wiecie co? Nigdy nikomu nie powiedziałam co siedzi mi w głowie, nigdy nie byłam u lekarza, nikt nie groził mi szpitalem, baa, nigdy nawet nie stwierdzono u mnie, że jestem chora, bo nie miał tego kto zrobić. Wszyscy myśleli, że jestem chuda tak po prostu, że nie kryje się za tym nic więcej. Rodzice się martwili, ale ja wszystko ukrywałam. Kłamałam, że wszystko jest dobrze, że nic się nie dzieje. Oni chcieli dobrze, a ja się kłóciłam, że koloryzują. Potem zaczęłam "normalnie" jeść. Myśleli, że ten okres minął. Chciałabym. Czasami zastanawiam się jak by to było gdybym przyznała się do tego wszystkiego na samym początku, gdzie byłabym teraz? Tyle czasu zastanawiałam się czy jestem chora, czy gdybym poszła do lekarza on w moich aktach napisałby "anoreksja". Możliwe, że niedługo się tego dowiem. Boję się.

piątek, 3 maja 2013

269.


„...czasami trzeba się cofnąć, żeby móc ruszyć naprzód. Żeby móc ruszyć dokądkolwiek.”


żytnio-razowe placki podane z domowym a'la nugatem i bananem


Jednak nie przepadam zbytnio za razowymi plackami. 
Nugat trochę nie wyszedł,ale co tam.

Udany grill, upiekłam drożdżowe paluchy z suszonymi pomidorami. 
Smakowały, zniknęło w mgnieniu oka.
Niestety zdjęć nie udało mi się zrobić, bo wszystko robiłam wczoraj w pośpiechu.
Ale na pewno jeszcze je zrobię, bo były pyszne.

Miałam jechać dzisiaj z rodzicami do powsina, a potem do cioci.
Niestety pogoda nie dogodziła. Więc powisn odpada.
Do cioci nie mam jakoś ochoty jechać.
Chyba, wolę się zaszyć dzisiaj w domu pod kocem z jakimś dobrym filmem i książką
Ale zobaczymy jeszcze.

Ostatnio jest mi ciężko. Mam ochotę się poddać. Ale nie umiem. Nie chce znów wrócić, a zarazem pragnę znów wyglądać jak kiedyś. Wiem, że teraz jest lepiej. Ale czasami tęskni się za tym co złe i niezrozumiałe. 
Zastanawiam się czasami, dlaczego? Dlaczego akurat ja. Dlaczego nie potrafię siebie zaakceptować. Żyć inaczej. Dlaczego ten każdy dodatkowy kilogram wywołuje u mnie panikę, lęk i łzy. Dlaczego chce być wyjątkowa w tak cholerny sposób. Bo o to chyba chodzi, chce być inna, wyróżniać się od innych. Chce by ludzie mnie w ten sposób zauważali. Tylko po cholerę. Dlaczego zazdroszczę innym nóg jak patyki, patykowatej sylwetki, dlaczego chce być od nich chudsza wiedząc, że to w cale nie jest ładne. Po cholerę chce tego, skoro i tak nigdy nikt nie wiedział ile ważyłam najmniej, bo się tej wagi wstydziłam, bałam. To błędne koło, to chore. Myśli mi wariują, a to dlatego, że zbliżają się wakacje, czas, kiedy rok temu byłam najchudsza, a teraz jest inaczej, jest tak jak bardzo dawno temu, tylko, że z inną psychiką.
A ta cholerna waga cały czas rośnie, rośnie i rośnie. Nie chce, ale ona rośnie, nie wiem dlaczego, nie umiem jej zatrzymać, może leki na tarczyce zaczęły działaś, ale jak tak bardzo nie chce, Boże, tak bardzo chce ją zatrzymać.





czwartek, 2 maja 2013

268.

kokosowo-migdałowy suflet z kaszy manny z sosem wiśniowym


Miało być ze świeżym kokosem, ale nie potrafiłam go otworzyć :(
Tak, ten przepis na suflet z manny jest genialny, coś jak jakieś ciastko/biszkopt, mięciutki, delikatny, kiedyś już robiłam z niego, a potem gdzieś go zapodziałam, aż teraz go odnalazłam, potem postaram się dodać przepis :) 
Edit. Przepis podlinkowałam. 

Dzisiaj grill ze znajomymi, nie te wielkie imprezy/ogniska które ostatnio gościły w moim życiu, a zwykły grill u kolegi z najbliższymi przyjaciółmi, lubię takie.

Dziękuje za wczoraj.

środa, 1 maja 2013

267.

jabłko z kremem speculoos pieczone w cieście drożdżowym

Wypływający krem <3
Uwielbiam ten krem. 



Jakaś cześć mnie tęskni. Za tym jaka byłam kiedyś. Katuje się starymi zdjęciami i wbija mi paznokcie w uda. Pragnąc wyrwać to co trzyma. Łykam gorące łzy i bezgłośnie krzyczę, aż w końcu zasypiam.
Czasami to wraca. Czasami nie mam już siły. Na wadze widzę to co sprzed 1,5roku. w tedy kiedy to coś się zaczęło. Centymetry są większe. Ja jestem większa. Spodnie są ciasne. A wszyscy jak na złość mi wmawiają, że jestem za chuda, że powinnam przytyć. Nie prawda. Nie prawda. Nie prawda. Kiedyś byłam chudsza. Ale jest jeszcze ta druga część która wie, że tamto to tylko złudzenie, że wtedy wcale nie było lepiej, że było gorzej. Ale, czasami jest zbyt trudno, a ja sama nie wiem czego chce.Wiem jedynie, że jestem o ten 1rok mądrzejsza i nie mogę to tego wrócić, nie chcę. Wiem, że chce być szczęśliwa i żyć, więc to mam zamiar zrobić.